niedziela, 4 maja 2014

Dziennik Sambora ,Wpis Piąty


                                         23 Kwietnia 1772

      Byłem sam. Byłem sam jak palec. Wokół mnie były tylko drzewa i krzewy. Nie było sarenek ani innych zwierząt. Byłem tylko ja. Ten sam Sambor. Za plecami wiał wiatr i padał deszcz. Lało jak z cebra a ja nie miałem płaszcza. Byłem cały mokry a po twarzy spływały mi łzy. Straciłem wszystko. Straciłem dom i moich przyjaciół. Dlaczego tak mówię? Ponieważ już nigdy ich nie zobaczę a nawet jeżeli to albo zza krat albo będąc w niebie jedną nogą zobaczę jak patrzą na mnie ,kiedy umieram na szubienicy. Jestem przestępcą bo znam prawdę. Jestem złoczyńcom bo poznałem plany Rosji. Jestem biedakiem choć jestem bogaty w wiedzę. Znam sekret państwa. I znam jego koniec. Rozbiory ,Bitwa ,Krew to ma czekać mój kraj za parę lat. A ja już nic na to nie poradzę.
      Jednak pozostawiłem ten temat na później i schowałem się w bliskiej grocie. Trzęsłem się z zimna ,lecz już nie lało mi w twarz. Na razie byłem spokojny. Chciałem rozpalić ognisko ,ale nie miałem suchego drewna ,więc musiałem to sobie też odpuścić na później. Usiadłem na kamieniu i zacząłem rozglądać się po ścianach groty. Nie zobaczyłem nic interesującego ,oprócz martwego szczura. Patrzyłem tak na niego przez pięć minut i zacząłem się nad czymś zastanawiać. Zastanawiałem się nad szczurem. Nie wyglądał na starego. Nie było nad nim much ani smrodu ,który towarzyszy zwłokom. Szczur najprawdopodobniej musiał zginąć nie dawno. Mówiąc nie dawno ,przed chwilą. Dokładnie sprawdziłem szczura. Kucnąłem nad nim i mu się przyglądałem analizując jego budowę. Patrzyłem na głowę ,była cała. Potem na tułów. Miał dość poważną ranę ,która była jednocześnie dziurą. Jakby ktoś przestrzelił tego gryzonia na wylot. Ale po co strzelać do szczura. To jest tak samo idiotyczne jak budować stajnie nie mając konia. Usiadłem ponownie na kamieniu i patrzyłem na szczura i myślałem ,,Wygląda na świeżego ,więc został zabity nie dawno. Nie mógł zostać przez zwierze ponieważ zwierze zjada w całości i prawdopodobnie teraz bym na niego nie patrzył. Ale z drugiej strony to jest bardziej prawdopodobne ,niż to ,że zrobił to człowiek ,bo kto zabija szczura pistoletem?". Jednak nagle zobaczyłem małą dróżkę krwi ,która prowadziła od gryzonia do ściany. Wstałem i poszedłem w stronę ściany. Zauważyłem ,że po niej spływa krew a robiąc ruch głową od dołu do góry zauważałem coraz więcej krwi. W końcu to zobaczyłem. Malutki symbol wymalowany na ścianie krwią. Nie musiałem myśleć ,że była to nazbierana krew szczura ,która teraz widniała na ścianie i przerażała mnie w każdym swoim milimetrze. Był to dziwny symbol ,który na pewno nie jest malowany przez jakiś malarzy. Był to symbol ,który pierwszy raz widzę. Zacząłem się mu przyglądać i zastanawiałem się co on oznacza. W pewnym momencie wyostrzyłem wzrok i symbol się zmienił. Teraz był koloru złotego a potem zmienił się na biały. Przestraszyłem się i upadłem na podłogę nie spuszczając wzroku z symbolu. Patrzyłem tak na niego i patrzyłem ,aż w końcu usłyszałem za sobą odgłosy czyiś kroków. Wstałem ,obróciłem się i zobaczyłem ,że stoi przede mną starszy facet. Nie wiedząc czemu świecił się na niebiesko. Zmrużyłem oczy i jeszcze raz na niego popatrzyłem. Teraz się nie świecił i wyglądał normalnie. Był ubrany jak biedak. Nosił szary płaszcz ,który był cały potargany i usmolony w błocie. Buty miał dziurawe a spodnie które miał na sobie były brudne od krowiego łajna. Miał na sobie słomiany kapelusz ,który zakrywał mu twarz. Z jego ciała unosił się smród ,który od razu rozprzestrzenił się na całą grotę. Prócz tego miał na sobie opaskę na której był jakiś symbol ale wolałem go na razie zostawić w spokoju i zacząłem analizować jego twarz. Miał lekki zarost a koło buzi miał lekką bliznę. Nie mogłem powiedzieć jaki miał kolor oczu. Jedyne co mogłem jeszcze o nim powiedzieć to to ,że i na twarzy miał brud. Ogólnie był cały brudny ,oprócz jednej rzeczy. Opaski. Tylko ona była cała biała i czysta. Na niej był też symbol ,któremu teraz mogłem poświęcić trochę mojej uwagi. O mało nie zemdlałem. To był ten sam symbol co na ścianie. Tego samego koloru i tego samego kształtu symbol widniał na ścianie groty. Jak dla mnie był to szok. Pomyślałem ,że ten facet jest z jakiegoś innego kościoła ,który toleruje zabijanie zwierząt i malowanie tych symboli na ścianie krwią ich ofiar. A co jak zabija i ludzi. A co jak chce mnie zabić i moja krew ma skończyć na ścianie. Nie mogłem pozwolić na taki koniec. Ruszyłem na niego z zaciśniętą pięścią ,która miała się niby znaleźć na jego twarzy. Jednak on był sprytniejszy i szybszy. Podciął mnie swoją ubłoconą nogą i ległem na ziemię. Kiedy tak leżałem na ziemi ,on zdążył zrzucić z siebie kapelusz i płaszcz i pokazać ,że spoczywają na nim białe szaty i kapturem ,który od razu wrzucił na głowę. Kiedy się już pozbierałem i stałem na własnych nogach wybiegłem z groty i uciekałem byle dalej. Na dworze nadal padał deszcz a ja przez niego biegłem. Nie patrzyłem się przez chwilę za siebie i biegłem tak szybko jak mi pozwalały na to nogi. Słyszałem ,że za mną biegnie ale nie wiedziałem ,że nie jest na ziemi. Kiedy ja twardo biegłem po ziemi on z zwinnością małpy skakał nade mną po drzewach to z gałęzi na gałąź. Był niestety szybszy ,ponieważ w pewnym momencie zeskoczył z gałęzi i wskoczył na mnie powalając mnie. Leżałem już tak i czekałem na swój koniec. Czekałem aż mnie zabiję a moją krwią wymaluję na ścianie wielki symbol. Czekałem na to i pomyśleć ,że jeszcze nie dawno myślałem ,że zginę na szubienicy. A jednak zostanę zabity przez człowieka ,który teraz stojąc nade mną wyciągnie nóż i mnie przedziurawi jak tamtego szczura. Ale on jednak podał mi rękę i powiedział:

      -Wstawaj!

  Co mogłem zrobić? Wstałem i strzepnąłem z siebie resztki trawy i odparłem:

     - Nie chcesz mnie zabić?
     - Uwierz mi ,gdyby to było moje zadanie to prawdopodobnie już byś leżał w trumnie.
     - Czyli jestem... bezpieczny - odparłem ze strachem ,ponieważ jego zdanie mocno mnie przeraziło
     - Nikt już nie jest bezpieczny ,chodź nie daleko stąd jest mój koń.
     - Zamierzasz mnie ,gdzieś zawieść.
     - Wiesz gdzie jest Poznań?
     - Raz tam byłem ,ponieważ potrzebowałem...
     - Mam gdzieś co potrzebowałeś - odparł z nieprzyjemnym tonem - Ruszasz do Poznania.
     - Ale mamy jednego konia - powiedziałem ze przekonaniem ,że tą podróż przełożę na kiedy indziej.
     - Pojedziesz sam - odparł - kiedy dojedziesz poszukasz pewnej osoby.

   I zaczął mi podawać pewien mi znajomy opis. Z początku ,myślałem ,że chodzi o jakiego zabójcę ,bo wszystkie cechy wyglądu wskazywały ,że ewentualnie spotkam na swej drodze morderce. Ale kiedy mi powiedział ,że jest to handlarz bronią od razu przypomniałem sobie mojego nie dawnego klienta. Tym klientem był Mieczysław.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz