19 kwietnia, 1772
Ostatnio bardzo cię zaniedbałam pamiętniczku, zdążyłeś już się cały zakurzyć...i myślę sobie teraz, czemu nie notowałam w tobie wszystkich tych dni? No cóż, teraz to nadrobię. Ostatnio skączyłam na tym, jak wieczorem piętnastego uciekłam za Alexsem z domu Jakuba. Więc zaczynam.
Jeszcze parę minut leżałam na łóżku, czekając, aż wszystkie światła zgasną. Gdy tylko to się stało zabrałam broń, założyłam szary płaszcz z kapturem i wyszłam z domu. Mało mogłam dostrzeć w takiej ciemności, dobrze, że jednak Alex zabrał ze sobą latarkę, dzięki temu go nie zgubiłam. Szybko dotarliśmy do murów, ale nie pomyślałam...strażnicy... . Na szczęście zauważyłam duchownych zmierzających do zamku. Zaciągnęłam kaptur, złożyłam ręce i wtopiłam się w ich grupę. Upiekło mi się, ale przeszłam. Alex też już wchodził. Szedł spokojnie do komnaty króla, jednak towarzyszył mu strażnik. Rozpoznałam ten głos. To był ten, który znalazł mnie wtedy w tamtej skrzyni. A rozmawiali...o mnie.
Duchowni wciąż podążali za Alexsem. Miałam tym razem farta. Wszyscy weszli do sali tronowej.
-Co was sprowadza? -zapytał król donośnym głosem
-Mam dobre wieści, o panie. Tamta dziewczyna "Alice" nie żyje. To ten, tu obecny pozbawił ją życia -powiedział dumnie strażnik, wskazując na Alexsa
Alex dał królowi pióro splamione moją krwią -Oto dowód -powiedział.
Hmn...zauważyłam, że mam dobrą pamięć do zapamiętywania dialogów. A wracając...
-Kto może to potwierdzić? -spytał król
-Ja oraz inni strażnicy i rycerze -odezwał nasz "znajomy"
Zastała chwila ciszy.
-Niniejszym za zabójstwo skazuję Alexsa Andrzeja Shirley na karę śmierci. Pojmać go -powiedział srogo król
Ale skąd on zna drugie imię Alexsa? Przecież nikt poza naszą matką nie mówił na niego Andrzej! Tego nie ma w żadnym dokumencie! W żadnych aktach! Czy on wie o nas, aż tak dużo? Dobra Alice, pobódka. Pisz dalej, nie ważne, że zapiszesz tym pewnie ze trzy strony...
Szybko wbiegłam na salę. Czterech ludzi atakowało Alexsa. Jednak zauważyli i mnie. Dwójka strażników ruszyła na mnie. To zdarzenie bardzo zapadło mi w pamięć. Jeden ze strażników stał przede mną, a drugi za mną. Obydwoje zrobili ruch mieczem w tej samej chwili. Uniknęłam ciosu z przodu, pochylając się. Jednak drugi strażnik...obciął mi włosy. No cóż lepiej włosy niż głowa.
Widziałam jak około 30 centymetrów moich włosów opada na ziemię. Ci strażnicy powinni być raczej fryzjerami. Byli w szoku. Wykorzystałam to. Jak wygłodniałe zwierzę, rzuciłam się na nich zadając zabójcze dźgnęcia. Zajęło mi to mniej niż, huhuhu...5 minut? Ruszyłam do Alexsa i zabiłam pozostałą dwójkę.
-Uciekaj! -krzyknęłam, gdy zauważyłam około dwudziestu rycerzy biegnących w naszą stronę.
Nagle upadłam. Bełt z kuszy wbił się w moje udo. Wyciągnęłam rękę do brata, a ten mnie podniósł.
-Ali masz dobrego braciszka, wiesz? -powiedział w pośpiechu
We dwójkę trzymając się za ręce wyskoczyliśmy przez wybite okno i wylądowaliśmy w stogu siana. Tuż przy stajni. Odwiązaliśmy dwa ogiery. Dosiedliśmy ich i wyruszyliśmy. Zaciągnęłam kaptur wstydząc się mojej twarzy oraz nowej fryzury.
-Skąd się tam wzięłaś?! Ty mogłaś tam do cholery zginąć! -powiedział Alex.
Konie przyśpieszyły. Szybko znaleźliśmy się w wielkim, ciemnym lesie, tym samym w którym odzalazłam Alexsa. Pomógł mi zejść z siodła i posiadził na pieńku. Moje udo wciąż krwawiło, a rana okropnie piekła. Zdjęłam kaptur i przeglądałam się w jeziorku. Moje włosy dosięgały mi ledwo do ramion i...zciemniały. Są już prawie czarne. Dziwne. Nagle Alexs gdzieś zniknął. Wrócił jednak po paru minutach w rękach niósł jakieś zioła. Rozpalił ognisko, gotował w nim trochę wody i po kolei dodawał zioła. Urwał spory kawałek materiału, który wiózł ze sobą jego koń. Brutalnie wyciągnął bełt z mojego uda. Przeczyścił ranę wywarem oraz owinął materiałem. Bolało, ale nie mogłam narzekać.
-Uciekamy do Poznania -powiedział Alex
"Chwila, Anna mieszka w Poznaniu! " -pomyślałam
-To w drogę
Jechaliśmy tam trzy dni. Jednak nie zmierzaliśmy do domu Anny. Alex prowadził mnie w jakąś ciemną uliczkę. Kazał mi zostawić konia i pójść za nim. Weszłam z Alexsem do piwnicy, trzymałam go za rękę. Wkońcu to przecież mój starszy brat. Niepewnie stawiałam kroki. Nagle z dołu szedł do nas jakiś zakapturzony mężcyzna.
-Alex, dobrze cię widzieć Bracie -powiedział
-Ciebię też Daleborze -odpowiedział mu Alex
Chwila, o co tu chodzi? Jaki "Brat"? Czemu ja nic nie wiem?
-Proszę, poznaj moją siostrę, Alice -powiedział po chwili Alex
-Witaj -powiedział
-W-witaj... -wydusiłam przerażona
-Nie bój się mnie, jesteś puki co bezpieczna.
Mężczyzna zdjął kaptur i podał mi rękę. Popatrzyłam mu w oczy i niepewnie złapałam rękę.
-Zaufaj nam. Spokojnie, nic ci nie zrobimy.
Alex przytaknął głową. Delilakatnie się uśmiechnęłam i strach minął.
Zeszliśmy na dół, a tam wręcz roiło się od ludzi w kapturach. Kobiet i mężcyzn. Wśród nich zauważyłam jedną osobę, która była tak samo zagubiona jak ja. Jednak wolę się jeszcze do niego nie odzywać. Nie chcę wyjść tutaj na idiotę bądź pokrakę.
-Bracia, Siostry przedstawiam wam Alice. Rodzoną siostrę naszego Brata Alexa -powiedział mój nowy przyjaciel
-Nic już nie rozumiem...po co tu jestem? -spytałam
-Masz w sobie potęcjał. Trochę cię podszlifuremy i będziesz jedną z najlepszych Asasynek.
-Słucham? Ja? Ja na Asasynkę?
Matka opowiadała mi o Asasynach, są podobno zabójcami doskonałymi. A ja? Ja jestem zwykłą myśliwą! Poluję tylko na zwierzęta, a nie na ludzi! Chwila...już chyba coś rozumiem... To dlatego ojciec nie pozwalał bawić mi się z Alexsem! Bo on jest Asasynem! No ale żeby ja?!
Podeszła do mnie pewna kobieta, gdzieś tak w moim wieku. Około 21 lat.
-Witaj w Bractwie, Alice. Oprowadzę cię. Zwą mnie... -przerwała
-Anna? -powiedziałam z nadzieją w głosie
-Nie, Amanda. Chodź, nie marnujmy już czasu, muszę cię oprowadzić i wszystko opowiedzieć.
-Ale dlaczego wybraliśmie MNIE na Asasynkę?
-Bo masz to w sercu, to widać.
Amanda pokazywała mi różne pokoje, zejścia, wejścia, wyjścia, korytarze, itp... . Wszystko dokładnie opisywała i opowiadała o tym jak chodząca encyklopedia, a ja jak głupia zapisywałam każde jej słowo i na samym końcu dzienniku rysowałam plan tej niesamowitej piwnicy.
-A tutaj będziesz spędziać puki co najwięcej czasu. To będzie jakby twój pokój, ale będziesz musiała dzielić go z Alexsem i ze mną. No to na co czekasz? Rozgość się.
Od razu rozwiesiałam łapacze snów, nie wiem po co, ale niech sobie wiszą. Po jednym nad każdym łóżkiem, jeden nad drzwiami wejściowymi i kolejny w korytarzu.
-Ładnie... -powiedziała z uśmiechem Amanda
Ja również się uśmiechnęłam.
-Zacznijmy pierwszą lekcję. Notuj sobie, ta wiedza ci się przyda.
-...Nic nie jest prawdziwe, wszystko jest dozwolone...to są wasze słowa...prawda?
-Tak. Skąd je znasz?
-Moja matka mi je powiedziała, gdy byłam młodsza.
-To dobrze.
Amanda wręczyła mi jakieś...coś. Sama miała podobne na ręce.
-To teraz będzie twoją bronią. Używaj go rozważnie i nie pozwól splamić twego ostrza krwią niewinnych.
-Ale jak tego używać? I co to jest?
Amanda zrobiła mi wykład. Dopiero po skączonej lekcji pokazała mi jak tego używać.
-Załóż to na rękę i odpowiednio dopasuj, zasznuruj oraz zapnij pasy. To kułeczko załóż na mały palec. Szarpnij ręką i rozłóż palce.
Założyłam to na lewą rękę, i według instukcji Amandy dopasowywałam. Szarpnęłam ręką, a z skórzanej...nie wiem jak to nazwać, ale wysunęło się z tego jakby sztylet? Zachwiciła mnie ta broń.
-Uważaj jednak, nie pozwól, aby to zmieniło się w potwora. Jesteś Asasynką, teraz naucz się pozostać człowiekiem... -powiedziała Amanda wychodząc.
Zostałam sam na sam z nową "zabawką".
Już zupełnie inna,
Alice
