Dziennik Alice, wpis czwarty.
15 kwietnia 1772
Wczoraj wieczorem stało się coś niesamowitego-w żelażnych kratach więzienia zobaczyłam...go. Na początku myślałam, że widzę duchy, a raczej ducha mojego brata, jednak wtedy to na prawdę był on! Otworzył drzwi lochu i zniknął. Wychodziłam już z pałacu, gdy zauważyłam przy progu martwego strażnika. Miał mój miecz wbity w serce, a obok jego leżało czerwone pióro, miało czarny wzorek...takie same pióra dawałam kiedyś Alexsowi. On tu był. Gdy podniosłam pióro nagle ujrzałam dziwny obraz przed oczyma: Alex cały we krwi klęczał przy zwłokach jakiejś kobiety...Była to Anna. Obraz ten zniknął równie szybko jak się pojawił. Wyciągnęłam mój miecz z ciała strażnika i ruszyłam w stronę szukać Egreta. Jednak po paru krokach w lesie sama się zgubiłam. Czułam, że ktoś mnie obserbował, zaczęłam się więc rozglądać. Nic nie zauważyłam. Po paru kolejnych krokach ten "ktoś" mnie obalił. Już chciał wbić swoje ostrze w mój brzuch.
-Błagam cię, nie rób tego! -krzyczałam ze strachu
-A czemu niby miałbym tego nie robić?
-Bo ja tylko szukam przyjaciela, nie chciałam nic tobie zrobić a co dopiero twojemu lasowi .
-Szukasz przyjaciela?! A więc wiedz że już go nie znajdziesz!
-Proszę mniej litości! O łaskawy panie oszczędź me marne życie! Pozwól odejść tej młodej kobiecie o imieniu Alice!
-A...Alice?
-Owszem, a ty panie zwiesz się...?
-Alex! O siostro, przepraszam cię! Myślałem, że to kolejny sługus króla. Wstawaj już!
Wyciągnął do mnie rękę, ale wachałam się czy ją złapać.
-Ali, nie poznajesz mnie?
-Ja...ja...Tęskniłam bracie!
Rzuciłam się na niego z rozwartymi szeroko ramionami aby móc go przytulić. Po tylu latach znowu poczułam to ciepło jego ciała...To najlepsze co mogło mnie teraz spotkać.
-Tylko czemu próbowałeś mnie zabić?
-A po cholerę wlazłaś do lasu?! Nie uczyłem cię że tu się nie wchodzi?!
-Uczyłeś, ale ja tylko szukałam przyjaciela, może go widziałeś? Ciemne włosy, wysoki, ranny.
-Widziałem, ale puściłem go żywego. Ale pewnie i tak daleko nie zaszedł z takimi ranami pewnie wykrwawił się po drodze.
Nagle w naszą stronę ruszyło stado wilków? Słysząc ich kroki już sięgałam po rękojeść miecza.
-O nie, nie, nie, moja droga. To nie wymaga ofiar.
Zdziwiło mnie to. Nagle Alex wydarł się na wilki: Leżeć!
A one posłuchały go i jak udomowione psy układły się na brzuchach.
-Jak ty ,to...?
-Uznajmy, że już długo tu przebywam i potrafię porozumiewać się ze zwierzętami.
Po chwili milczenia znów spytałam:
-Czy to ty mnie wtedy uwolniłeś?
-"Wtedy", to znaczy?
Spojrzałam w niebo, było widać już słońce.
-Wczoraj.
-A możliwe, możliwe... . -uśmiechnął się do mnie.
-Wyglądasz mi na zmęczonego, może udamy się do jednego mojego znajomego? Tam odpoczniesz
-Dobrze, prowadź.
Skierowaliśmy się do domu Jakuba, po drodze rozmawialiśmy o tym co się działo przez ostatnie lata, miesiące, dni... . Czas pomknął jak szalony i zanim się obejrzałam byliśmy już na miejscu. Zapukałam do drzwi, otworzył półnagi Jakub.
-O Boże, przyjacielu byś się ubrał! -powiedział ze śmiechem Alex.
-Alex! Druhu, kope lat! Wchodź i opowiadaj, co u ciebie? Już gotuję wodę. Kawki? Herbatki?
-Podziękuję sobie na razie -powiedział nieśmiało.
-A ty Alice? Coś ,jakoś się nie odzywasz...
-Herbata! ...Poproszę herbaty...
-Dobrze.
Wyjął szklaną filiżankę, włożył do niej torebeczkę z liściami mięty i zalał wrzątkiem.
-Ile słodzisz?
-Dwie łyżeczki cukru lub ewentualnie jedną i pół łyżeczki miodu.
Wyjął cukiernice, wsypał do filiżanki dwie łyżeczki cukru i zamieszał.
-Proszę bardzo.
-Dziękuję bardzo. A czy mógłbyś się teraz łaskawie ubrać? -powiedziałam żartobliwym głosem.
-A jak panieńka prosi, to nie odmówię.
-Nie panieńka tylko moja siostra! Uważaj na słowa! -krzyknął Alex
-Spokojnie, spokojnie. Jesteś już zmęczony, zaprowadzę cię do sypialni. -powiedziałam do niego troskliwym głosem. Skierowałam go do pokoju i położyłam na łóżku.
-Obudź mnie o południu.
Powiedział to i od razu zasnął, a co za tym idzie i chrapał.
Wyglądał tak jak kiedyś. Patrząc tak na niego ,przypomniały mi się stare czasy. Stęskniłam się za widokiem mojego brata jednak to chrapanie zawsze mnie irytowało. Przykryłam go pierzyną i wyszłam z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Jakub już zdążył się przebrać.
-Herbatka już wystygła... .
-Trudno, będę piła zimną herbatę.
-...A jak poszło polowanie? Nie było cię cały dzień, martwiłem się o ciebie.
-Niepotrzebnie się zamartwiałeś. A co do polowania...nic nie udało mi się dziś złapać.
-A starczy ci pieniędzy na życie?
-Tak, z tego co mam bez problemu utrzymam nas jeszcze z osiem dni.
-Jakby brakowało ci pieniędzy to mów, zawsze ci pomogę finansowo.
-Dziękuję.Ale... przepraszam, idę na spacer, wrócę za niecałe półgodziny.
-Dobrze, czekam.
Wyszłam z gospody i skierowałam się na rynek, a na słupie zauważyłam list gończy z twarzą Egreta! Zerwałam go i schowałam do torby. Potem chodziłam spokojnie po mieście. Po około 25 minutach wróciłam do domu.
-Która godzina? -spytałam Jakuba
-Trzynasta.
Weszłam do pokoju w którym spał Alex.
-Wstawaj! Już godzina pierwsza po południu!
-Czemu mnie do cholery budzisz?!
-Sam mnie prosiłeś...
-Dobra, zmywamy się stąd!
-Co?
-Musimy uciekać z tego miasta.
-Dlaczego?!
-Delikatnie mówiąc, król chce skrócić nas o głowy, a szczególnie ciebie.
-Ale ja się go tam wcale nie boję! We dwójkę spokojnie damy mu radę!
-Jemu może i tak, ale jego rycerzom już nie tak prędko... . Siostro, to dla twojego dobra.
-Proszę zostańmy tu jeszcze osiem dni!
-Góra siedem.
-Dobrze...
-Nie chcę się wam wtrącać , ale chyba ktoś was szuka -powiedział zaniepokojony Jakub
-O kurwa. Ali schowaj się gdzieś!
-Nie!
-Słuchaj, jak strażnicy cię złapią ,to wtrącą do lochu i zakatują na śmierć!
-A skąd ty to możesz wiedzieć?
-Mam swoje źródła informacji, ale już mniejsza, chowaj się!
-Nie zostawię cię samego, a co jak będziesz musiał walczyć?
-Jakub mi pomoże, mimo pozorów umnie walczyć. Ali, schowaj się i nie wychodź z kryjówki pod żadnym pozorem.
Pobiegłam co sił w nogach do piwnicy i schowałam się w jedej z wielu skrzyń i okryłam jakimś materiałem. Słyszałam krzyki i wrzaski. Po chwili wszystko ucichło. Ktoś zszedł do piwnicy i zaczął przeszukiwać skrzynie. Zamknęłam oczy, rozluźniłam mięśnie i udawałam trupa-to pierwsze co przyszło mi do głowy. Nagle ktoś odkrył materiał i mnie zobaczył.
-Patrzecie! Ona tu jest! Chyba już martwa, ale jest! -krzyczał szczęśliwy.
Do piwnicy weszło jeszcze kilku ludzi. Wyjęli mnie ze skrzyni, położyli na podłodze i okrutnie kopali. Po chwili któryś chciał sprawdzić puls, ale nic nie wyczuł.
"Boże mniej w ochronie takich idiotów" -pomyślałam.
-Dobra, jest już martwa! Zostawcie ciało, idziemy przekazać dobre wieści królowi! -mówił dumny z siebie rycerz
I wyszli. Po jakiś pięciu minutach zszedł do mnie Jakub.
-Alice! Żyjesz?! Odezwij się, proszę! O kurwa! Alex chodź tu!
Alex odrazu zszedł do piwnicy.
-Ali, koniec żartów.
Zaczął mnie łaskotać, na szczęście coś takiego już mnie nie rusza.
-Uparta jesteś! O wstawaj już!
Otworzyłam oczy i zobaczyłam że oboje są ranni, a ja sama chyba miałam złamane żebro. Jakub był ranny w lewą rękę, natomiast Alex miał stylet w prawym barku.
-Co się tu stało?
-Królewscy rycerze...przeszukiwali dom, my stawialiśmy opór, jednak ich było za wielu, poddaliśmy się. A potem sama wiesz... -powiedział Jakub
-To stąd ten sztylet w barku Alexsa...Pomóc ci go wyjąć?
-Jakbyś mogła... -odpowiedział Alexs
-Dobrze, ale uważaj, teraz będzie boleć.
Wyciągnęłam ten sztylet bez większego problemu.
-O kurwa! Cholernie boli!
-Nie krzycz tak, bo oni mogą tu jeszcze wrócić... .
-Nie wrócą.
-Chłopaki, mam pomysł: może od dziś będę spała w piwnicy?
-A jak wybuchnie pożar spłoniesz jako pierwsza.
-To może będę spać w pokoju bez okien?
-Jak chcesz to czemu nie? Ale wtedy w przypadku pożaru lub włamania nie miałabyś drogi ucieczki. A jeśli ci na tym tak zależy to zobacz, tamte drzwi na lewo.
-Dziękuję.
Była już godzina dwónasta wieczorem, więc postanowiłam już położyć się spać. Alex wszedł do pokoju w którym już powoli zasypiałam.
-Słodkich snów, księżniczko.
Pocałował mnie w czoło i poszedł. Po chwili wrócił.
Poczułam jakieś ostrze na ręku. Alex nacinał skórę, aż pojawiła się krew. Poczułam pióro na ranie. Do pokoju wszedł Jakub i darł się na Alexsa: Co ty do cholery robisz?!
-Chcę dać te pióro królowi, aby uznał, że Alice nie żyje. Wtedy da nam spokój.
-Albo oskarży cię o zabójstwo...!
-Przynajmniej ona będzie bezpieczna.
Przytulił mnie i odszedł.
-Masz odważnego brata, młoda. -powiedział do mnie Jakub. Po chwili zgasił świecę, która oświetlała pokój. Słyszałam jak wychodził, więc dyskretnie ruszyłam za nim... .
Alice
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz