środa, 5 marca 2014

Dziennik Egreta, Wpis Czwarty

19 kwietnia 1772

Wpis czwarty

Postanowiłem odwiedzić moich starych "znajomych ,którzy jak sądziłem ,mogli by mi pomóc .Pojechałem do najbliższej wsi aby kupić jakiś płaszcz i odwiedzić lekarza.
Wioska na szczęście znajdowała się niedaleko ,więc było mi na razie łatwo.Kiedy dotarłem do wsi u jednego z krawców kupiłem zwykły, prosty, szary płaszcz z kapturem. Teraz wypadałoby odwiedzić lekarza.
Medyk był niedaleko ,więc wybrałem się do niego od razu a po drodze zauważyłem LIST GOŃCZY z moją twarzą. "Niebezpieczny, uzbrojony wróg państwowy, jeśli go zauważysz niezwłocznie informuj patrol. Nagroda 250 zł." Musiałem się spieszyć, zaczęły się już listy gończe a to nie dobrze. Czym prędzej pobiegłem w stronę medyka. Na szczęście nie wielu wieśniaków umiało czytać więc nie wiedzieli o nagrodzie. Medyk szybko uporał się z ranami, zapłaciłem mu 15 zł i szybko wróciłem do mojego wierzchowca.
Wyruszyłem do Krakowa, do mojego "znajomego".
Dzieliły mnie trzy dni drogi od niego ,więc ruszyłem od razu ,aby jak najszybciej uciec...
...Dotarłem do Krakowa. Nie pamiętałem dokładnie gdzie mój znajomy mieszkał, ale wiedziałem gdzie go znaleźć.Poszedłem do najbliższej tawerny. Akurat rozpętała się bójka w której dorośli faceci bili się z brutalnością i złością w oczach. Nagle poleciał na mnie jeden mężczyzna z nożem, szybko chwyciłem niedopitą butelkę i rozbiłem mu ją o głowę na tyle mocno by poczuć się bezpieczniej. Szybko osunął się na ziemię, sprawdziłem mu puls czy na pewno żyje (bo czasami przesadzam z uderzeniem), uspokoiłem się, po prostu stracił przytomność, był zbyt pijany aby nie zemdleć. Szybko się podniosłem, znowu jakiś Cieć zaczął biec w moją stronę. Schyliłem się i przerzuciłem go przez plecy i poleciał na ziemię uderzając o ziemie plecami.Szukałem wzrokiem mojego przyjaciela, dopatrzyłem się go przy jednym ze stołów bijącym się z czterema innymi mężami.
Doszedłem do niego, właśnie pokonał ostatniego przeciwnika. Położyłem mu rękę na ramieniu, był wysoki na dwa metry, był także masywnie zbudowany i miał lekki zarost na brodzie. Odwrócił się do mnie i krzyknął:
- Co, następny?
- Och ty stary wieprzu, Jędrzej nie poznajesz mnie?
- Egret?!
- A któż by inaczej?
- Skąd ty się tu wziąłeś?!
- Odwiedzam starych compadre.
- A, to miło cię...
Miał dokończyć gdy nagle kolejny chłop poleciał na nas. Jednocześnie uderzyliśmy go pięściami w twarz.
- Może wyjdźmy stąd, trochę tu tłoczno.
- W sumie masz racje.
Wyszliśmy na zewnątrz. Usiedliśmy na beczkach stojących nieopodal i wróciliśmy do rozmowy.
- No więc opowiadaj co u ciebie?- Spytałem.
-A jakoś, żyję, choć brakuje mi naszych wspólnych przygód. Hehe, pamiętasz?
-Jakże bym mógł zapomnieć, jak na przykład uciekaliśmy z płonącego pałacu Austrii.
-Ach to były czasy.
-A jakże.
-A powiedz, co u ciebie słychać? Jak idzie praca u króla?
-Zostałem wrogiem państwowym i jestem poszukiwany listem gończym.
- CO?! DLACZEGO?!
- Sprzeciwiłem się woli króla. Król podpisał traktat o rozbiór Polski, nasza ojczyzna zmalała, choć tu tego nie widać, na granice weszły wojska Rosyjskie, Pruskie i Austriackie.
-I mówisz, że jesteś teraz poszukiwany tak?
-Tak.
-Świetnie!
-Co?
-Och, nie o to mi chodziło, w końcu jakaś przygoda, a nie same bijatyki w knajpach.
-Widzę, że krew wciąż się w tobie gotuje. Czy chciałbyś mi towarzyszyć w podróży po naszych starych przyjaciół?
-Oczywiście, zawsze razem, pamiętasz.
Uśmiechnąłem się lekko.
- Tak, a więc ruszajmy po Dawida i Alexa.
- A co z Jakubem?
- Jakub został w mieście i tak będziemy tam wracać.
- Racja, ruszamy niezwłocznie?
- Jeśli chcesz...
- A więc ruszajmy idź po swojego konia, ja pójdę po swojego spotkamy się tutaj.
- Dobrze.

Poszedłem po mojego konia i wróciłem na wyznaczone miejsce, czekałem dwie minuty, aż Jędrek się zjawił.
- Więc ruszamy? (spytał)
- Tak, trzeba ratować ten kraj...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz