sobota, 1 marca 2014

Dziennik Mieczysława .Wpis Trzeci

Dziennik Mieczysława, Wpis trzeci


                                     Czwartek 18 kwietnia 1772 rok

Wstałem około godziny 8.00. Przez jeszcze chwilę leżałem w łóżku rozmyślając o wczorajszym dniu. Kim był ten ,którego tak się bałem? Dlaczego zabijał? Jaki miał cel? Te pytania nie dawały mi spokoju. Skoro zabił strażników to równie dobrze mógł i mnie zabić. Kiedy już skończyłem rozmyślać o wczorajszym dniu wróciłem do dnia dzisiejszego. Umyłem się ,ubrałem na siebie jakieś ubranie i zszedłem na dół. Tam zastałem tajemniczego mężczyznę w kuchni, smarującego chleb masłem. Nie miał na sobie białych szat ani kaptura. W końcu mogłem się przyjrzeć jego twarzy. Całą miał w bliznach i trzeba było przyznać ,że inaczej wyglądał w kapturze a inaczej bez kaptura. Na początku go nie poznałem ale potem przypomniałem sobie kto to. Patrzyłem tak na niego zza drzwi ,które były tylko przychylone. Patrzyłem jak je chleb i popija miodem. W końcu się odwrócił i z buta wyciągnął nóż i rzucił w stronę drzwi tak mocno ,że cały wbił się w drzwi. Przestraszyłem się i od razu wszedłem do pokoju gdzie właśnie przesiadywał. Minę miałem dość przestraszoną choć chciałem pokazać ,że nic się nie stało. Przez chwilę na mnie patrzył jak przechodziłęm od strony drzwi do szafek.Nagle się odezwał. Zaprosił mnie do zjedzenia z nim śniadania a kiedy już usiadłem ,przedstawił się imieniem Dalebor. Zjedliśmy wspólnie śniadanie, podczas którego opowiedział mi kim jest i co tu robi. Nazwał się „Asasynem”. Mówił, że jest to zakon, który od bardzo dawnych czasów walczy z templariuszami. Słyszałem o templariuszach ale nie sądziłem ,że krążą o nich złe opowieści. Słyszałem ,że to przeciwieństwo Krzyżaków. Ale kiedy słyszałem o nich z takiego punktu widzenia... Przestałem się nimi interesować i zacząłem się zastanawiać nad nowym zakonem. Asasynami.
Powiedział, że przybył tu po to aby wyszkolić MNIE na asasyna?!Co ja?! Ja się nie nadaje do zabijania, jestem zwykłym sprzedawcą. Nigdy nie wytknąłem nosa poza granice Warszawy i nigdy nikogo nie zabiłem. Co najwyżej kota sąsiadki bo raz wszedł mi na ogródek i nasrał na trawę. ale nigdy nie zabiłem człowieka. Ale Dalebor nadal drążył temat o moim szkoleniu.


-Widzę w tobie potencjał i chciałbym go w tobie rozwinąć, przecież i tak nie masz wiele do stracenia.
-No cóż, czemu nie.
-Wspaniale! Wyruszymy o zmroku.
-Wyruszymy? Dokąd wyruszymy?
-Do kryjówki asasynów. To kilka pagórków stąd. Idź zacznij pakować najpotrzebniejsze rzeczy... Nie zapomnij także o jakiejś broni.
-Czy jeszcze tu kiedyś wrócę?
-To zależy czy przeżyjesz.
-A mogę zginąć?
-Możesz zginąć. Ale za swój kraj. Nadchodzi mrok Mieczysławie a ty jesteś światłem. Nie ma mroku bez światła ,tak samo jak nie ma dobra bez zła.
-Wasze powiedzenie?
-Nie ,to jest moja zasada. I nią się kieruję. Tak samo jak ty będziesz się kiedyś kierować swoją. Jednakże mamy też i wspólną zasadę. Tą którą kierują się wszyscy Asasyni. A teraz idź po swoje rzeczy.

Po rozmowie pobiegłem na górę się spakować. Wziąłem najpotrzebniejsze rzeczy, jak powiedział mój nowy znajomy. Spakowałem kilka par ubrań, butów oraz trochę prowiantu na drogę. 
Zszedłem na dół z rzeczami, chcąc oświadczyć, że jestem gotowy, ale nagle przypomniałem sobie, że miałem wziąść też broń. Pobiegłem na zaplecze po miecz i dwa sztylety.Kiedy byłem już gotowy wróciłem do niego. Było jeszcze południe, więc do zmroku było jeszcze trochę czasu. Zapytałem co mam robić w tym czasie, a on odpowiedział, żebym pozałatwiał sprawy ze znajomymi.Zrobiłem jak powiedział odwiedziłem swojego sąsiada, poprosiłem, żeby zajął się moim domem i majątkiem w czasie kiedy mnie nie będzie (ufałem mu). Spytał się mnie dokąd jadę.Powiedziałem mu, że wyjeżdzam w interesach. Kiwnął głową i powiedział ,,Dobrze". Wyszedłem i wróciłem do domu. Było około 16 i zaczynało się już ściemniać. Dalebor powiedział, że musimy już ruszać. Kiwnąłem głową na zrozumienie i ruszyłem za nim. Ruszyliśmy z buta do bram miasta a tam czekały na nas konie. W młodości lubiłem jeździć na koniach i często jeździłem na nich. Ale musiałem to rzucić by móc otworzyć interes i zarabiać pieniądze. W końcu wszedłem na konia ,wyprostowałem się ,włożyłem nogi do strzemion ,ruszyłem łydkami i przeszedłem do stempu. To samo zrobił mój znajomy i po 5 minutach byliśmy już poza granicami miasta. W końcu się spytałem mojego znajomego o pewną rzecz ,która nie dawała mi spokoju. Spytałem się go ,jaka jest główna zasada Asasynów. On się odwrócił i odparł:

-Nic nie jest prawdziwe ,wszystko jest dozwolone.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz