14 kwietnia 1772 rok, Wpis trzeci
Całą wczorajszą noc nie mogłam zasnąć i to nie tylko z powodu Egreta...dużo myślałam też o zachowaniu Sambora.
Chyba nie zbyt mnie słuchał i nie zrozumiał tego co do niego mówiłam... .
No ale co? Trudno się mówi, dalej się żyje.
Około godziny ósmej rano zrobiłam Jakubowi śniadanie, ja sama nie zdążyłam zjeść.
Już prawię wyszłam z domu...no i Jakub mnie zatrzymał.
No przecież nie powiem mu po co tak na prawdę idę, bo nie pozwoli mi wyjść z tych czterech ścian.
Znowu musiałam skłamać. Tym razem powiedziałam, że idę na polowanie. I tym razem też mnie puścił.
Po wyjściu wpadłam do Sambora porozmawiać o wczorajszym wydarzeniu.
"Może pomóc mi szukać Egreta, przecież to jego przyjaciel, na pewno zechce mi pomóc"-myślałam.
Trochę nieobecna szłam do jego gospody. Weszłam Sambor bardzo milo mnie ugościł herbatką i ciasteczkiem.
Po chwili milczenia rozpoczęłam rozmowę. Jednak chyba mnie nie słuchał, tylko się na mnie patrzył, jakby tylko czekał aż skaczę gadać.
Więc przeszłam do rzeczy: "Czy pomożesz mi odnaleźć Egreta" -spytałam. Odpowiedzi nie uzyskałam. Podziękowałam mu za gościnę i wyszłam.
Była już godzina 12.30-bardzo się u niego zasiedziałam. Na początku nie wiedziałam gdzie iść-przecież mógł być wszędzie.
Pytałam przechodniów na mieście czy może go nie widzieli, jednak większość nawet nie odpowiedziała.
Szłam więc dalej, odwiedziłam karczmy, bary, lecz tam też go nie było. Na żadnym targu lub w sklepie.
Zaczęłam przeszukiwać łąki i pola. Następnie tereny podmokłe i obok zbiorników wodnych. Szukałam, szukałam, lecz znaleźć nie mogłam.
To jak szukanie igły w stogu siana, w stogu ogromnego siana. Zaczęłam kręcić się przy lasach, jednak jeden omijałam szerokim łukiem.
Wielki czarny las w którym, aż pełno jest stworzeń, które tylko czekają aby cię zjeść. Żaden człowiek, który tam wszedł już nie wyszedł.
"Wejdę tam tylko w tedy, gdy będzie to konieczne."-pomyślałam. W jednym z mniejszych lasków zauważyłam stado zająców-jak można nie skorzystać z takiej okazji?
Wyjęłam łuk i trzy strzały. Powoli naciągałam cięciwę i puściłam strzałę, która wbiła się prosto w kark jednego z większych zająców.
Reszta stada się spłoszyła, no cóż, nigdy nie będziesz miał wszystkiego czego chcesz lub pragniesz. Długo szukałam go w lasach lecz bez skutku.
Przygnębiło mnie to, że nie umiem odnaleźć osoby na której tam mocno, tak bardzo mi zależy. Zostały już tylko dwa miejsca do przeszukania: pałac i czarny las... .
Więc skierowałam się w stronę zamku. Słońce powoli chowało się za choryzontem. A gdy doszłam już do murów panowała już całkowita ciemność.
Okna, które zawsze dawały światło zgasły. Wydawało się, że wpałacu nikogo nie ma.
Obserwowałam ten budynek bardzo długo, aż z mojej ciekawości wdrapałam się na drzewo znajdujące się obok największego okna.
Nic podejrzanego nie widziałam ani nie słyszałam. Wskoczyłam i to był mój OKROPNY błąd. Nagle dwójka strażników wyszła z ukrycia.
Złapali mnie za obie ręce. Desperacko próbowałam uwolnić się z ich uścisków, jednak bezskutecznie.
Bo co taka drobna, niska kobieta może zrobić taki strażnikom? Trzymali mnie bardzo mocno, jakby mięli mi za chwile zmiażdżyć kości.
Krzyczałam z bólu. Po chwili przyszedł rycerz, jednak nie wyglądał jakby chciał mi pomóc. Wręcz przeciwnie miał złowrogi wyraz twarzy.
Wyjął miecz przeczuwałam że to może być już koniec mojego życia. Po mej bladej twarzy spłynęła jedna mała łza.
Gdy rycerz wykierował miecz w moją stronę kopnęłam go w ten sposób, że miecz wypadł mu z ręki.
Robiłam tak ze trzy razy, aż w końcu za czwartym razem podsunęłam miecz pod moje stopy. I wrednie skakałam po nim, wyginając go.
W w tedy rycerz był, aż czerwony ze złości! Kazał wtrącić mnie do lochu. Musieli mnie targać, gdyż ja sama nie chciałam iść. No i cóż?
Byłam już w lochu. OKROPNIE TAM ŚMIERDZIAŁO! Ale to nie było moje największe zmartwienie... .
Czułam się tak, jakby nie było dla mnie jutra. Przeczuwałam, że chcą mnie zabić. W powietrzu unosił się również zapach krwi-przeraziło mnie to.
Musiałam obmyślić jakiś plan ucieczki, jednak najpierw napisałam list. List do mojej siostry-Anny. Długo nie miałam z nią żadnego kontaktu.
Może się ucieszy, że w końcu dałam jej znak, ale gdy przeczyta resztę listu... . Nie chcę zniszczyć jej życia... Będzie miała pewnie poczucie winy, że nie mogą mi pomóc...moja siostra to skarb,a moje ostatnie słowa w życiu skieruje właśnie do niej.
I teraz tak mocno sięgam w pamięć...Alex nauczył mnie polować i tropić, a Anna nauczyła mnie kochać i żyć.
To dla niej ciągle polowałam-jest ciężko chora, a leki kosztują fortunę. Prawie cały mój dorobek oddaję mojej siostrze.
A jeśli umrę...? Kto jej pomoże...? Spłynęła koleja zła... . Muszę obmiślić plan ucieczki i to zaraz! To będzie gra o życie.
Już zaczęłam myśleć i pisać a tu nagle w żelaznych klatach ujrzałam znajomą sylwetkę... .
Alice
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz