poniedziałek, 10 lutego 2014

Dziennik Alice, wpis drugi

Wtopiłam się w tłum i szłam tak aż do murów zamku.
Potem unikałam strażników jak ognia, na szczęście żaden z nich mnie nie widział, ale mimo to czułam na sobie czyjś wzrok.
Wysoko z balkonu patrzył się na mnie jakiś mężczyzna.
Możliwe, że to był ten sam człowiek, którego widziałam wcześniej na koniu.
Nie wiedziałam co mam o nim myśleć... .
Postanowiłam jednak wspiąć się tam do niego.
Podczas tej wspinaczki o dziwo zauważyłam Egreta, szedł gdzieś z dwoma dobrze zbudowanymi ludźmi.
Jednak oni też mnie nie zauważyli, chociaż mało brakowało.
Wspinałam się dalej aż dotarłam do tego "obserwatora".
Okazało się, że to Sambor.
Zapytałam się go w prost co tu robi i co robi tu Egret, o ile go zna... .
Odpowiedział, że to tamten rycerz na koniu go tu przyprowadził, a potem wspiął się tam aby uniknąć królewskiej służby.
A co do Egreta...no właśnie podobno uważano go za wroga politycznego kraju, gdyż zkrytykował postawę władcy, który podpisał dokument o oddaniu ziem polskich Rosji... .
Czyli mogę stracić dom, rodzinę i kawałek siebie.
Ziemie ojczystą powinno bronić się, za wszelką cenę, a nie oddawać ROSJANOM.
Nie mogę do tego dopuścić, po prostu nie mogę!
Sambor musiał uspokajać mnie z jakieś dwie minuty.
A potem zauważyliśmy postać zmierzającą do zamku.
Słyszałam kroki, coraz to głośniejsze postanowiliśmy ukryć się w najbliższej komnacie.
Gdy tylko się schowaliśmy do komnaty weszli trzej strażnicy, wiedziałam, że za chwilę nas zobaczą i prawdopodobnie zabiją.
Dałam więc Samborowi jeden sztylet i cztery noże do rzucania.
Podszedł pierwszy i padł od dźgnięcia srebrnym mieczem w plecy, drugi zginął podobnie a trzeciego dosięgnął zabójczy nóż Sambora.
Po tych zabójstwach przebrani w stroje strażników wyszliśmy z zamku.
Sambor powędrował do kuźni, a ja najpierw do sklepu po chleb, wino i miód dla Jakuba, a potem już prosto do jego gospody.
Jednak nikogo nie było w domu, więc musiałam wejść przez okno.
Późnym bardzo późnym wieczorem zjawił się Jakub, a Egreta ciągle nie było.
Rozwiesiłam po domu trzy łapacze snów i próbowałam zasnąć.
Jednak bezskutecznie. Cały czas myślałam o Egrecie, martwiłam się o niego.
Mijały minuty, godziny, a go ciągle nie ma. Niechaj Bóg ma go w opiece... .

Alice

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz