sobota, 8 lutego 2014

Dziennik Alice Wpis pierwszy

12 kwietnia 1772 rok, wpis pierwszy

Dzisiejsze popołudniowe polowanie było nawet udane gdyby nie on. Jakiś mężczyzna, który biegł od strony Prus spłoszył upatrzone wcześniej przeze mnie rysie, wydawał się podejrzany, więc postanowiłam go śledzić, a przy okazji na rynku w centrum wpadłam do kuźni po mój specjalny miecz do polowań robiony na zlecenie z czystego srebra, gdyż stary był już w opłakanym stanie, no cóż, wszystko co jest idealne kiedyś się psuje.
Po wyjściu z kuźni znowu zaczęłam śledzić tamtego człowieka, szedł wieloma wąskimi oraz krętymi uliczkami.
Chwilami mało brakowało, aby mnie zauważył, jednak mój świętej pamięci brat Alex pokazał mi jak radzić sobie w takich sytuacjach.
Brakuje mi go jednakże Bóg tak postanowił, a Bogu się nie sprzeciwisz.
A wracając, gdy podsłuchiwałam jego rozmowy z paroma osobami, okazało się iż ma na imię Egret.
Jest szpiegiem i pracuje dla samego wielmożnego króla, który wysłał go na misję zwiadowczą do Prus.
Szedł właśnie w kierunku zamku, a ja o krok za nim ukryta w tłumie nie spuszczałam go z oczu.
Weszliśmy razem do zamku i od razu po wejściu ukryłam się w jednej z komnat - musiałam chwilę pomyśleć "- i co teraz?"
Nagle przypomniały mi się nauki brata i po cichutku udało mi się prześliznąć aż do drzwi, skąd idealnie było słychać rozmowę Egreta z królem.
Nie była to nie wiadomo jak długa rozmowa, jednak sporo mogłam się dowiedzieć, a gdy głosy ucichły od razu uciekłam do komnaty obok.
Słyszałam tylko głośne trzaśnięcie drzwiami.
Po wyjściu z zamku znowu całą drogę do jego gospody szłam za nim jak pies i tylko, gdy patrzył za siebię ja odwracałam się do niego plecami.
Potem on wszedł do gospody, rozpalił w kominku i położył się spać.
Postanowiłam przyczaić się na drzewie obok, około pół godziny po zaśnięciu Egreta zjawili się mężczyźni z bronią.
Było ich czterech, dwóch niosło pochodnie.
Dwójka nosząca pochodnie podeszła pod dom, odwrócili się na pozostałą dwójkę która stała przy furtce.
Rzucili pochodnie pod dom, który po chwil zaczął się palić.
Postanowiłam zareagować, szczęśliwym trafem drzewo na którym byłam było naprzeciwko otwartego okna.
Przygotowałam się i skoczyłam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz