Dziennik Sombora ,Wpis Pierwszy
12 kwietnia, 1772 rok.
Siedziałem sobie beztrosko w kuźni ,paląc moją fajkę. Było słoneczne popołudnie a nad niebem latały ptaki. Ciepło wydobywało się od pieca a ja plecami do niego siedziałem na dębowym krześle. Kiedy cały mój tył był już ogrzany ,postanowiłem odwrócić krzesło w stronę centrum całego ciepła. Kiedy paliłem fajkę myślałem o mojej rodzinie. Mam małą rodzinę ,więc każdą wolną chwilę spędzam na rozmyślaniu jak się czują i czy jeszcze chociaż żyją. Myślałem o Matce, Ojcu oraz o mojej Siostrze. Kiedy tak siedziałem ,od strony drzwi dochodziły odgłosy miasta. Moja kuźnia była wybudowana w centrum przez co miałem lepszy dostęp do wszystkich produktów mi potrzebnych. Praca kowala to naprawdę trudna praca i często się zdarza ,że zabraknie jakiś materiałów albo młot się zepsuję. Kiedyś miałem kuźnię daleko w lesie ,gdzie trudno mi było o części. Ale miałem blisko do rodziny. Widywałem ich codziennie ,teraz prawie wcale. Dlatego właśnie tak często rozmyślam o rodzinie. Bo nigdy jej nie widzę. Dlatego takie momenty są dla mnie najlepsze. Kiedy mogę pomyśleć o bliskich.
Nagle usłyszałem zza drzwi tupot podków od koni. Pomyślałem ,że przybyli ludzie o nowe wyposażenie dla zwierząt ,dlatego wyszedłem by się przywitać.Jeszcze zapaloną fajkę zostawiłem na biurku koło małego nożyka. Dostałem go od dziadka kiedy miałem 5 lat. Jedyna pamiątka po nim. Mówił mi ,że należał do nieznajomego ,który jak mówił ,,przypominał mordercę''. Opowiadał ,że miał kaptur ,miecz ,nóż i dziwny karwasz na którym błyszczało metalowe... coś. Dziadek mówił ,że dostał to w zamian za pomoc przy napadzie na konwój. Dziadek przechodził blisko ,kiedy zobaczył jak zakapturzony atakował przeciwników a oni jego. Wtedy właśnie dziadek ruszył do akcji by pomóc zakapturzonemu. Podobno nieznajomy zabił 10 ludzi na raz. Zabił by 11 gdyby nie to ,że dziadek podszedł jednego od tyłu i centralnie w serce wbił ostry patyk znaleziony w pobliżu. Kiedy słuchałem tej opowieści dziadek powiedział ,że właśnie dlatego nazwał mnie Sombor. Sombor z Słowiańszczyzny oznacza ,,walka" i powiedział mi ,że płynie we mnie krew wojownika. Oczywiście ja w to nie wierzę ,przecież jestem zwykłym kowalem z nadzieją ,że jeszcze zobaczę rodzinę. Po chwili wróciłem do rzeczywistości i wyszedłem na dwór. I wtedy wszystko się zaczęło.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz